Florencja - dzień 0 - AgS
Florencja... Każdy, kto słyszy to słowo, na pewno ma jakieś skojarzenie... Włochy, zabytki, sztuka, renesans... Florencja to jedno z najbardziej rozpoznawalnych miast: miasto o dwóch obliczach, ponieważ stolica Toskanii bywa bardzo łaskawa, ale bywa także bardzo "kapryśna", zwłaszcza w sierpniu! No i "dzień 0" mojego pobytu we Florencji był naprawdę bardzo trudny... Ale, na szczęście, ostatecznie okazał się bardzo łaskawy.
Każdy spodziewa się w lecie we Włoszech bardzo wysokich, ale 42 stopnie to nawet tu jest rzadkość. Człowiek czuje, jak wytapia mu się tłuszcz w ciele, stopy rozpuszczają się w sandałach jak masło na patelni, a gałki oczu wysychają na wiór! W oczekiwaniu na pokój wyuczyłam się do perfekcji sztuki przemykania w cieniu średniowiecznych budynków w centro storico oraz przepychania się łokciami pomiędzy tabunami turystów.
Ostatecznie Firenze okazała się łaskawa i powitała mnie uroczystościami z okazji dnia patrona dzielnicy San Lorenzo, czyli świętego Wawrzyńca. Łatwo sobie wyobrazić, jak musiało być gorąco przebranym w starodawne kostiumy urzędnikom miejskim, którzy w uroczystym pochodzie podeszli do bazyliki San Lorenzo. Zobaczyłam wówczas popis żonglowania flagami. Wieczorem w dzielnicy odbyła się jeszcze okolicznościowa kolacja, ponieważ Święty Wawrzyniec jest patronem kucharzy... Nieco to ironiczne, ponieważ był męczennikiem spalonym na ruszcie (sic!). Ta ponura historia łączy się z humoreską, w której mowa o tym, że kiedy Lorenzo leżał na ruszcie, podobno powiedział swoim oprawcom, żeby go
obrócili na drugi bok, bo na jednym już się całkiem dobrze przypiekł.
obrócili na drugi bok, bo na jednym już się całkiem dobrze przypiekł.
Smacznego!
Komentarze
Prześlij komentarz